niedziela, 5 stycznia 2014

i'm a weirdo

Jest całkiem dobrze. Z wagą, nie ze mną.
Wiecie, jak cudownie jest widzieć to 61 kg na wadze? A jak cudownie będzie widzieć 60 kg! Piątkę z przodu widziałam chyba w podstawówce.. 

Wczoraj miała być głodówka, jednak stanęło na 120 kcal.
Dziś tylko ziemniak,jajko i surówka na obiad - 200 kcal. Nie może być więcej niż 300.

Mam taki chytry plan, żeby po feriach przyjść kilka kg chudsza do szkoły. Mam mnóstwo motywacji i mam nadzieję, że nigdzie jej nie zgubię..

Chłopak z sylwestra o mnie nie zapomniał! Całkiem przyjemnie nam się ostatnio rozmawiało ;) 

No cóż, dziś czeka mnie uroczy dzień z ukochaną historią, a Wam życzę dodatkowych zapasów silnej woli i motywacji! 

(nie jadłam słodyczy od ok. tygodnia, i dziś odkryłam że nie smakują mi Michałki, co się ze mną dzieje? :D)  

piątek, 3 stycznia 2014

2014 #what #the #fuck

Zaczęłam ten nowy rok najgorzej jak się dało.
Na sylwestrze ostro przesadziłam, nie pamiętam nic z całej imprezy-podobno poderwałam chłopaka, który chodzi do mojej szkoły. Nie odrzucał moich mega żenujących zalotów, ale pewnie i tak nic z tego nie będzie-zresztą, nie planuje w najbliższym czasie wchodzić w związek.

Nie zmienia to jednak faktu, że czuję się strasznie źle psychicznie. Coś mi ciąży na sercu, czuję się jakbym spadała w przepaść, od trzech dni praktycznie nic nie jadłam, myślę kategoriami w stylu nie jesteś chuda, czyli nie zasługujesz na nic, nie wiem co się dzieję, ale znów wracam do okresu, w którym było ze mną bardzo źle. Dużo piję, dużo palę, mało jem, i choć jestem na imprezie-otoczona gromadą znajomych-czuję się strasznie samotna.

Nieważne.

Waga spada - 61,9. Nie wiem, jak mało kilogramów muszę zobaczyć, żeby poczuć jakąkolwiek, choćby najmniejszą satysfakcję. Może będę taka chuda, że aż zniknę. W tym momencie nie przeszkadzałoby mi to najbardziej.

Nieważne.

czwartek, 26 grudnia 2013

merry christmas everyone

Kochane!
Chciałam Wam życzyć spokojnych, rodzinnych świąt (bez zbędnych obżarstw :D), pełnych radości i nadziei na lepszy rok. Życzę Wam jak najlepszego startu w nowym roku, oby był on o wiele lepszy!

Przepraszam, że te życzenia takie spóźnione, ale od Wigilii miałam nieustanne 40 stopni gorączki i byłam nie do życia-drgawki, raz zalana potem, raz czułam się jak na Syberii, a wczorajszy dzień spędziłam sama w domu :( najgorsze święta EVER

A więc, trzeba zacząć kompletować listę postanowień na 2014 rok (jak to strasznie brzmi), jestem na 80% zdecydowana na au pair in usa ;) odłożę wtedy troszkę kaski, a później mam zamiar wybrać się na studia w uk:) szalony plan, wiem, ale ma się jedno życie, a marzenia nie działają dopóki my nie zaczniemy działać :) (taa, oczywiście te plany mogą ulec zmianie, ale to pomińmy :D)

Ostatnio trochę schudłam, ale wolę nic nie zapeszać bo znowu mi przybędzie kg, w każdym razie - mam mega motywację i do kwietnia/wakacji muszę schudnąć, żeby dobrze się prezentować na pewnym wydarzeniu towarzyskim, gdzie będę musiała chodzić praktycznie tylko w kostiumie kąpielowym, oh god nie mam innego wyjścia

No i cóż, powtarzam-życzę Wam wszystkiego przemegaekstraNAJLEPSZEGO, i przede wszystkim zrzucenia jak największej ilości kilogramów i zdrówka! Buziaki! :*


niedziela, 15 grudnia 2013

normaaaalka

Ułożyłam sobie plan na dziś do max. 300 kcal. Wyszlo prawie 1000!!!!!!! jaka ja jestem beznadziejna jezu

kolejny raz sobie coś zaplanowalam, kolejny raz zwalilam

ok, od jutra bede sie starala wstawiać chociaż bilanse, było mi lepiej, miałam jakąś kontrolę, a teraz to po prostu zaniechałam

Oglądałam dziś zdjęcia z okresu kiedy ważyłam (przygotujcie sie) 73 kg. Jeeeeeeeeeeeeesus ... Najlepsza motywacja, polecam

EFFY, halo, dodałam komentarz pod Twoim postem, ale nie wiem, czemu go nie widać :( Chciałam Ci tylko powiedzieć, że mimo wielu potyczek dalej trzeba iść do przodu, nie chcemy przecież żeby te 10 dodatkowych kilogramów wróciło, tak? ;) Kto da radę, jak nie my?

Trzymajcie się. Moja mama upiekła przepyszne pierniczki. Jak tu wytrzymać?

środa, 4 grudnia 2013

fatty's back again

Witam Was w grudniu!
Nie zdawałam sobie sprawy, że od ostatniej notki minęły prawie 2 tygodnie :o
Pzepraszam strasznie strasznie, ale po prostu jestem zasypana nauką po czubek głowy i muszę przyznać, że jestem bardziej ogarnięta niż w zeszłym roku szkolnym. Za niedługo sprawdzian z całego pozytywizmu, kolejne 2 działy z historii i jeszcze geometria z matmy :):):):) nienawidzę królowej nauk

A z dietką... no cóż hm możecie mnie zjechać na całej linii - w sumie sama siebie jadę na okrągło - zjadłam dziś ponad połowę mlecznej czekolady-po prawie tygodniu niejedzenia słodkości :( słabo

Nie wiem jakim cudem, ale zeszłam poniżej 63 kg (62,8 haha), nie wiem co mam zrobić żeby się ogarnąć ale jakoś daję radę
może wreszcie przejdę na jakąś porządną dietkę
i nie będę jeść słodyczy
plusem jest to, że nie jem po 17! Wiem, mało pocieszające, ale ta świadomość jakoś napędza do działania

W sumie, to zaczynam tydzień bez słodyczy. Od jutra. Definitywnie. Spontanicznie. Wracam za tydzień z zakończonym sukcesem wyzwaniem!


niedziela, 24 listopada 2013

help me

Potrzebuję Waszej rady, opinii, spostrzeżeń, cokolwiek.

A więc moja sytuacja wygląda tak: za rok idę do klasy maturalnej. Nie mam zielonego pojęcia co chciałabym robić w przyszłości, ale wiem, że na pewno nie byłoby to w Polsce. Stąd też w mojej głowie narodził się pomysł Au Pair in America-program, w którym wyjeżdzamy na rok do USA, opiekujemy się dziećmi, zarabiamy i zwiedzamy. Często jest tak, że host family-rodzina, która nas gości-chce, by au-pair z nimi została, dlatego sponsorują jej naukę tam. Toteż zastanawiam się, czy wyjechać od razu po maturze i być może, z pomocą szczęścia, zostać tam na stałe, czy wyjechać po studiach? Myślę, że nie byłby to zmarnowany rok-zwiedziłabym Stany, zarobiłabym pieniądze, a nuż udałoby mi się zostać i ułożyć sobie tam życie..

Jestem w wielkiej kropce, dlatego pytam Was o poradę, powiedzcie co o tym myślicie..

poniedziałek, 18 listopada 2013

again

Jak mnie tu dawno nie było..
Wchodzę, czytam, ale nie daję znaku życia, bo nie ma czym się chwalić
Ostatnio było 62,7, po czym nażarłam się i znów ważę 63,5:) :) :) :) fuck
Ale ostatnio ćwiczę. Co zjem, to spalę, więc jest lepiej
Ostatnie kilka dni byłam na głodówce, i znów wdrażam się w ten tryb
Przed chwilą zjadłam jakieś 5 krówek więc zaraz ruszam dupkę i idę to wyćwiczyć bo te kalorie nie będą we mnie :/
No i cóż. W te dwa tygodnie chce zejść do 60/61. I mam nadzieję że mi się to uda;)