Przez ostatnie dwa miesiące próbowałam żyć i jeść normalnie. Na początku było dobrze, jadłam zbilansowane posiłki, potem natomiast zaczęłam jeść wszystko w obrębie zasięgu mojego wzroku.
Przytyłam kilka kg, znów waże 66 kg. Przez ostatni tydzień znów głodowałam.
I zdałam sobię sprawę, że nie pozbyłam się tego, co we mnie siedziało.
Przepraszam, że Was zostawiłam, ale teraz wracam i mam cel. Muszę schudnąć.
czwartek, 15 maja 2014
niedziela, 16 lutego 2014
here i am again
Ostatnie dni były dla mnie dużym rozczarowaniem. Bardzo dużo jadłam, bardzo mało ćwiczyłam. Przytyłam. Ale wiem, że zrzucę to raz dwa, mam nadzieję.
W dodatku jestem znów chora.
Generalnie to mam ostatnio jakiś dziwne chwile. Zajadam swój smutek, często też zapijam i zapalam (wiem, że nie istnieje takie określenie :d)
Jutro idę do lekarza, więc udam się do apteki i kupię sudafed. Muszę znów przyzwyczaić się do tego, że nie podjadam.
Zaczęłam ćwiczyć a6w, jednak z racji tego że jestem chora, mam trzeci dzień przerwy, ale jak tylko poczuję się lepiej, wracam do ćwiczeń.
Keep your fingers crossed..
Powodzenia!
W dodatku jestem znów chora.
Generalnie to mam ostatnio jakiś dziwne chwile. Zajadam swój smutek, często też zapijam i zapalam (wiem, że nie istnieje takie określenie :d)
Jutro idę do lekarza, więc udam się do apteki i kupię sudafed. Muszę znów przyzwyczaić się do tego, że nie podjadam.
Zaczęłam ćwiczyć a6w, jednak z racji tego że jestem chora, mam trzeci dzień przerwy, ale jak tylko poczuję się lepiej, wracam do ćwiczeń.
Keep your fingers crossed..
Powodzenia!
sobota, 1 lutego 2014
co nas powstrzymuje?
Każdy ma jakieś pragnienia, cele, marzenia. Większość z nas dąży do samodoskonalenia i szczęścia. Jak je osiągnąć? Czemu nie sięgamy po rzeczy, o których marzymy?
Dwa tygodnie ferii i kompletnego nic-nierobienia zaowocowało u mnie wodospadem przemyśleń i planów. Otóż, doszłam do wniosku, że NIC nas nie powstrzymuje. Mamy swoje własne, jedno, niepowtarzalne życie - i musimy przeżyć je tak, żeby czerpać z niego jak najwięcej. Wiem, że brzmi to banalnie, ale tak jest. Nikt nie stoi na naszej drodze do szczęścia.
Czy to ktoś inny wkłada nam jedzenie do ust, sprawiając, że nie chudniemy? Czy to jakaś magiczna moc wpycha nas przed ekran telewizora lub komputera, zabierając nam czas na ćwiczenia i naukę? A może to ktoś inny steruje naszym życiem, myślami i czynami? Otóż nie! To my sami jesteśmy panami naszego życia, i to my nim sterujemy. Każda najmniejsza myśl i pokusa jest wytwarzana przez nasz mózg, dlatego też to my musimy się z tym zmierzyć, i to my musimy pokonać przeciwności, jakie niesie los.
Staram się powiedzieć, że to my jesteśmy naszymi własnymi wrogami. (No i inni ludzie, ale jebać ich i to, co myślą :D)
To, kim jesteśmy, a to, kim chcemy być, zależy od tego, co robimy.
Na dobre zakończenie tygodnia życzę Wam powiewu świeżości i nowych zapasów silnej woli. Powodzenia!
Dwa tygodnie ferii i kompletnego nic-nierobienia zaowocowało u mnie wodospadem przemyśleń i planów. Otóż, doszłam do wniosku, że NIC nas nie powstrzymuje. Mamy swoje własne, jedno, niepowtarzalne życie - i musimy przeżyć je tak, żeby czerpać z niego jak najwięcej. Wiem, że brzmi to banalnie, ale tak jest. Nikt nie stoi na naszej drodze do szczęścia.
Czy to ktoś inny wkłada nam jedzenie do ust, sprawiając, że nie chudniemy? Czy to jakaś magiczna moc wpycha nas przed ekran telewizora lub komputera, zabierając nam czas na ćwiczenia i naukę? A może to ktoś inny steruje naszym życiem, myślami i czynami? Otóż nie! To my sami jesteśmy panami naszego życia, i to my nim sterujemy. Każda najmniejsza myśl i pokusa jest wytwarzana przez nasz mózg, dlatego też to my musimy się z tym zmierzyć, i to my musimy pokonać przeciwności, jakie niesie los.
Staram się powiedzieć, że to my jesteśmy naszymi własnymi wrogami. (No i inni ludzie, ale jebać ich i to, co myślą :D)
To, kim jesteśmy, a to, kim chcemy być, zależy od tego, co robimy.
Na dobre zakończenie tygodnia życzę Wam powiewu świeżości i nowych zapasów silnej woli. Powodzenia!
sobota, 18 stycznia 2014
oh shit
Szczęście w nieszczęściu-okres. Cieszę się, że w końcu zawitał, bo nie było go od października lub listopada. Natomiast jestem strasznie zła, bo udało mi się stracić kilka kg, a teraz znów wróciły, bo kiedy mam okres, to jestem zła i jem wszystko-przysięgam, że ostatnie dni było to ponad 1000 kcal.
Dobrze, że mam ferie. Spróbuję się ogarnąć i zacząć ćwiczyć. Wszystko da się zrobić.
Pierwszy semestr drugiej klasy LO zakończony z średnią 4,4. W przyszłym musiałabym nieźle spiąć tyłek, a może udałoby się uzyskać pasek na świadectwie.
Generalnie, nadal jestem załamana, moja waga to jakaś kpina, mój nastrój to pieprzona huśtawka, moje uczucia to kompletny chaos, a całe moje życie można określić mianem chaosu i dwóch metrów mułu.
Dobrze, że mam ferie. Spróbuję się ogarnąć i zacząć ćwiczyć. Wszystko da się zrobić.
Pierwszy semestr drugiej klasy LO zakończony z średnią 4,4. W przyszłym musiałabym nieźle spiąć tyłek, a może udałoby się uzyskać pasek na świadectwie.
Generalnie, nadal jestem załamana, moja waga to jakaś kpina, mój nastrój to pieprzona huśtawka, moje uczucia to kompletny chaos, a całe moje życie można określić mianem chaosu i dwóch metrów mułu.
środa, 8 stycznia 2014
60,9
Szybko lecą kilogramy, ale praktycznie nic nie jem-wkręciłam się w to znów na maksa.
Mam parszywy humor ostatnio, płaczę cały czas, no i generalnie czuję się jak gówno.
Chłopaczynie z poprzedniego postu chyba się już odwidziało, najpierw super, cześć cześć, a teraz jak mnie widzi to odwraca wzrok :o nie rozumiem facetów, jezu, jeszcze tydzień temu nie bolało go powiedzenie cześć? chyba że się wstydzi bidula:* dobra gdzieś to mam, najlepszym sposobem na to żeby nie mieć złamanego serca to udawanie, że się go nie ma :) praktykuję, polecam
Jestem mistrzem w byciu ignorowanym
Znów się rozczulam, przepraszam
Mam parszywy humor ostatnio, płaczę cały czas, no i generalnie czuję się jak gówno.
Chłopaczynie z poprzedniego postu chyba się już odwidziało, najpierw super, cześć cześć, a teraz jak mnie widzi to odwraca wzrok :o nie rozumiem facetów, jezu, jeszcze tydzień temu nie bolało go powiedzenie cześć? chyba że się wstydzi bidula:* dobra gdzieś to mam, najlepszym sposobem na to żeby nie mieć złamanego serca to udawanie, że się go nie ma :) praktykuję, polecam
Jestem mistrzem w byciu ignorowanym
Znów się rozczulam, przepraszam
niedziela, 5 stycznia 2014
i'm a weirdo
Jest całkiem dobrze. Z wagą, nie ze mną.
Wiecie, jak cudownie jest widzieć to 61 kg na wadze? A jak cudownie będzie widzieć 60 kg! Piątkę z przodu widziałam chyba w podstawówce..
Wczoraj miała być głodówka, jednak stanęło na 120 kcal.
Dziś tylko ziemniak,jajko i surówka na obiad - 200 kcal. Nie może być więcej niż 300.
Mam taki chytry plan, żeby po feriach przyjść kilka kg chudsza do szkoły. Mam mnóstwo motywacji i mam nadzieję, że nigdzie jej nie zgubię..
Chłopak z sylwestra o mnie nie zapomniał! Całkiem przyjemnie nam się ostatnio rozmawiało ;)
No cóż, dziś czeka mnie uroczy dzień z ukochaną historią, a Wam życzę dodatkowych zapasów silnej woli i motywacji!
(nie jadłam słodyczy od ok. tygodnia, i dziś odkryłam że nie smakują mi Michałki, co się ze mną dzieje? :D)
piątek, 3 stycznia 2014
2014 #what #the #fuck
Zaczęłam ten nowy rok najgorzej jak się dało.
Na sylwestrze ostro przesadziłam, nie pamiętam nic z całej imprezy-podobno poderwałam chłopaka, który chodzi do mojej szkoły. Nie odrzucał moich mega żenujących zalotów, ale pewnie i tak nic z tego nie będzie-zresztą, nie planuje w najbliższym czasie wchodzić w związek.
Nie zmienia to jednak faktu, że czuję się strasznie źle psychicznie. Coś mi ciąży na sercu, czuję się jakbym spadała w przepaść, od trzech dni praktycznie nic nie jadłam, myślę kategoriami w stylu nie jesteś chuda, czyli nie zasługujesz na nic, nie wiem co się dzieję, ale znów wracam do okresu, w którym było ze mną bardzo źle. Dużo piję, dużo palę, mało jem, i choć jestem na imprezie-otoczona gromadą znajomych-czuję się strasznie samotna.
Nieważne.
Waga spada - 61,9. Nie wiem, jak mało kilogramów muszę zobaczyć, żeby poczuć jakąkolwiek, choćby najmniejszą satysfakcję. Może będę taka chuda, że aż zniknę. W tym momencie nie przeszkadzałoby mi to najbardziej.
Nieważne.
Na sylwestrze ostro przesadziłam, nie pamiętam nic z całej imprezy-podobno poderwałam chłopaka, który chodzi do mojej szkoły. Nie odrzucał moich mega żenujących zalotów, ale pewnie i tak nic z tego nie będzie-zresztą, nie planuje w najbliższym czasie wchodzić w związek.
Nie zmienia to jednak faktu, że czuję się strasznie źle psychicznie. Coś mi ciąży na sercu, czuję się jakbym spadała w przepaść, od trzech dni praktycznie nic nie jadłam, myślę kategoriami w stylu nie jesteś chuda, czyli nie zasługujesz na nic, nie wiem co się dzieję, ale znów wracam do okresu, w którym było ze mną bardzo źle. Dużo piję, dużo palę, mało jem, i choć jestem na imprezie-otoczona gromadą znajomych-czuję się strasznie samotna.
Nieważne.
Waga spada - 61,9. Nie wiem, jak mało kilogramów muszę zobaczyć, żeby poczuć jakąkolwiek, choćby najmniejszą satysfakcję. Może będę taka chuda, że aż zniknę. W tym momencie nie przeszkadzałoby mi to najbardziej.
Nieważne.
Subskrybuj:
Posty (Atom)