sobota, 3 sierpnia 2013

i'm nothing

Jestem nikim. Miałam dwa dni pięknej głodówki, po czym dziś zawaliłam na całej linii. Nażarłam się, zwymiotowałam, znów się nażarłam. Poskakałam na trampolinie, ale to nie spalilo chociaż najmniejszej części tych kalorii. Jestem obrzydliwa, brzydzę się sobą. Idę ćwiczyć, gruba świnia. Napiszę za kilka dni, bo wstyd mi przed sobą, przed Wami i muszę doprowadzić się do porządku.



czwartek, 1 sierpnia 2013

ogarnęłam się

Dziękuje wszystkim dziewczynom za komentarze. Zdałam sobie sprawę, że ostatnio zamiast wziąć się do roboty, najzwyczajniej w świecie biadolę i narzekam na swój los. Nikt nie zrobi niczego za mnie, sama jestem panią swojego losu.

30,07 - 65,2 kg
spożyłam 380 kcal

31,07 - 64,8 kg
spożyłam 540 kcal

1,08 - 65 kg
kawa-25 kcal
makaron z sosem pikantnym-ok. 100 kcal
Zamierzam jeszcze coś zjeść po południu, byle tylko nie przekroczyć 300 kcal.

Chyba zbliza sie okres. Boli mnie brzuch okropnie, konam, umieram:( Chociaż i tak wolę, żeby ten okres był, niż żeby go nie było..

Biorę się za siebie! Jeszcze niedawno ważyłam 68-69 kg, teraz jest 64-65 i będzie mniej!
Trzymajcie się:*

poniedziałek, 29 lipca 2013

głupia ja

Moja pojebaność mnie przerasta. Znów poczułam się zagubiona, stwierdziłam, że nie dam rady schudnąć nigdy. Zjadłam kawałek truskawkowego ciasta i kilka tofifee, po czym poszłam zwymiotować. Jakiś głosik w mojej głowie dał mi do zrozumienia, że nie mogę nagle wpierdalać ot tak, bo mi się zachciało czegoś słodkiego.

Wczoraj na imprezie poszalałam, trzy lampki wina, w chuj ciasta, sałatka gyros i bigos, a waga dziś pokazała 65,4 kg. Nie jest źle, ale wczoraj tak się bałam, że będzie znów 66 kg, że dostałam nauczkę.

Nie mam na razie na nic siły. Jestem wykończona fizycznie i psychicznie, napiszę coś sensownego, jak się wreszcie zbiorę. Ktoś musi mi dać potężnego kopa w dupe..

niedziela, 28 lipca 2013

wooow :o

64,7 kg :o :o :o nie mogę wyjść z szoku

35 stopni w cieniu, kolejne wow

Jadę dziś na urodziny kuzynki :( Torty, ciasta, ciastka, to mnie nie ominie. Wcisną we mnie te ohydne kalorie na siłę :/ Jednak mam nadzieję, że moja silna wola ograniczy mnie tylko do spożycia kawy i kawałka tortu lub jakiegoś ciasta. Najwyżej wrócę do domu i spędzę całą noc na spaleniu tego świństwa :|

dotychczas:
ziemniaczek i maciupeńki kawałek fileta z kurczaka, naprawdę był malutki oraz kawa

Nie mam siły tego podliczać

Zrobiłam już 100 brzuszków rano, zaraz kolejne sto i wieczorem kolejne sto. Nie chcę zaprzepaścić tego, co już osiągnęłam..

Trzymajcie kciuki, buziaki:*

sobota, 27 lipca 2013

daję radę, jest dobrze

Dziś rano 65,6 kg

bilans:
2 kostki gorzkiej czekolady- 38 kcal
mała miseczka bobu - ok 100 kcal
kawa-30 kcal
lizak nimm2-38 kcal
edit: +nektarynka -55 kcal
razem-259 kcal

Potańczyłam dziś trochę, napociłam się jak dzika świnia :D I wypiłam już chyba z 2 litry wody, jest tak gorąco, że nie mam siły ruszyć ręką...

Jednak nie będę Was zanudzać przemyśleniami dotyczącymi zalet posiadania braku uczuć, ujawnia się tu moja strona filozoficzna ;) Jestem w związku z dobrą zabawą!

W połowie sierpnia jadę z przyjaciółkami na tydzień nad zalew, wynajmujemy bardzo fajny domek. Będę chyba główną kucharką, więc będę gotować, ale jeść niedużo. Czyli będę ekonomiczna-mało wypiję i już będzie faza :D Ale, kurde, 7 nocy picia z rzędu.. Cóż, raz się żyje! Będę biegać, ćwiczyć, cokolwiek, żeby nie przytyć.

Jak u Was? Trzymajcie się :*

czwartek, 25 lipca 2013

impossible

Dziś superszybki post: 
waga wskazała.. uwaga.. 65,6 kg :O Niemożliwe, pewnie jutro będzie znów to cholerne 66 kg, ale na razie cieszę się póki mogę :D Jak ja dawno nie widziałam na wadze 65 kilogramów! 

Dziś:
leczo - ok 150 kcal
bardzo-zakazana-rzecz-której-nie-powinnam-zjeść-180 kcal (...)

na razie jest - 320 kcal, i zjem jeszcze coś na pewno, ale nie mogę przekroczyć 500 kcal :/

Jutro moje plażowe przemyślenia i dłuższa notka, przygotujcie się ;) Buziaki:*


środa, 24 lipca 2013

i'm back

Wreszcie wróciłam. Obiecuję, że jak się trochę ogarnę i rozpakuję to nadrobię zaległości w Waszych blogach.

Weszłam dziś na wagę, pełna obaw, a tu 66,5 kg, czyli generalnie nic nie przytyłam! Uff..
Moje posiłki nad morzem wyglądały mniej więcej tak: śniadanko-kanapka z ogórkiem i serem, czasem zamiennie twarożek lub jajecznica (szwedzki stół :) ), obiad był serwowany, więc tu lekko lipa, no i kolacja mniej więcej podobnie jak śniadanie.
+codziennie chodziłam ok. 6 km, więc myślę że spalałam to, co zjadłam.

Poznałam bardzo fajnego chłopaka nad morzem. Pracował na stołówce w moim ośrodku i często rozmawialiśmy. Był przystojny, miły, zabawny, ale jednym mankamentem było to, że praktycznie cały czas chodził nawalony, palił fajki jak smok i generalnie przekładał zabawę nad wszystko inne ;) +mieszka w woj. pomorskim, więc troszkę daleko :D

Teraz trochę ponarzekam: moją okropną, przeokropną cechą której w sobie nienawidzę jest zbyt szybkie przywiązywanie się do ludzi i miejsc, nienawidzę opuszczać miejsc, w których się zaklimatyzowałam, co bywa już po kilku dniach, oraz ludzi, do których się przywiązałam-również bywa to w przeciągu kilku dni ;) Ale jest już lepiej, pracuję nad sobą.

Na plaży miałam mnóstwo czasu na przemyślenia.. ale może to w kolejnym poście, bo teraz i tak już lekko się rozpisałam, a nie chcę żebyście usnęły w trakcie czytania tego ;)

Jak u Was? Buziakiiii:*